poniedziałek, 10 czerwca 2013

 Zerwałam się z trawy i popatrzyłam na nogę . I... nagle stało się coś dziwnego , wszystko zrobiło się obojętne . Popatrzyłam przed siebie . Sporo ludzi się mi przyglądało , obserwowało . Jakby nikt nigdy nie widział ćpunki z przypaloną kończyną , leżącej pod starym dębem . W sumie.. kilka lat temu też by mnie to zdziwiło , odrzuciło i obrzydziło . Jedynym plusem było to , że byłam czysta . Wyjęłam telefon z kieszeni krótkich spodenek . Hm.. dziwne , że jeszcze tam był . Spojrzałam na godzinę . Była 17:35 . Poszłam w stronę szpitala . Dzieci w parku już nie było , za nich pojawili się starsi pani i panowie pijący tanie jabole i bełkoczący coś pod zaślinionym nosem . Oni dopiero musieli mieć ciężkie życie , wiecznie zagubieni .Bez cienia szansy . To był ich wybór życiowy . Mniejsza z tym . Poszłam dalej . Kilka minut później dotarłam do wyznaczonego celu . Znów ranki mnie bolały ale nie tak jak wtedy . Uświadomiłam sobie , że chyba jestem masochistką . Ból nie był moim wrogiem , wręcz przeciwnie . Lubiłam go . Spojrzałam na schody i z niechęcią się po nich wczłapałam  . Gdy doszłam już na samą górę weszłam do sali gdzie leżał Duff. Zobaczyłam go całkowicie bezbronnego . Obok leżał facet bez ręki . Podeszłam do łóżka McKagana i popatrzyłam na jego przymknięte powieki . 
-McKagan , McKagan , już mogło Cię tu nie być - powiedziałam dość głośno i obserwowałam jak porusza się jego klatka piersiowa . Nie spodziewałam się odpowiedzi . W końcu chłopak kilka dni temu prawie był trupem . Złapałam go za rękę i łzy same napłynęły mi do oczu . Usiadłam obok niego i po prostu się do niego przytuliłam . Potrzebowałam czułości , której dawno nikt mi nie okazał . Nagle coś mi odbiło i wybiegłam z tego budynku cała zalana słonymi kropelkami . Pobiegłam w stronę starej hurtowni . Szybko weszłam po załamanych schodach na samą górę . Na szczeście na dachu nikogo nie było . Podeszłam do samej krawędzi i patrzyłam w dół . Miałam ochotę skoczyć i wszystko skończyć ale z drugiej strony coś mnie powstrzmywało . Może jednak miałam trochę chęci do życia . Nie skoczyłam . Uświadomiłam sobie , że za dużo bym straciła . Usiadłam bardzo blisko przepaści . Jakieś 10 sekund dzieliło mnie od śmierci a jednak nie poszłam na ten układ . Wolałam zostać i męczyć się z tym co mam , niż skoczyć i starcić wszystko . Siedziałam tak i myślałam co dalej będzie ze mną . Z tym co otacza mnie dookoła .

niedziela, 9 czerwca 2013

Hej , strasznie dawno mnie tutaj nie było ;C 


Dotarłam już do szpitala i podbiegłam do pierwszego lepszego lekarza . Nie myślałam teraz o mojej rozmowie z tym koszykarzem ale o tym co się dzieje z Duffem . 
-Co z Nim? - spytałam wystraszona 
-Ale z kim? 
-Duff.. Duff McKagan 
-Żyje , ale było blisko do tego żeby się zabił . Jest na tym świecie cudem - powiedział i poszedł dalej 
Usiadłam na krzesełku , kręciło mi się w głowie . Cholernie się o Niego bałam . W co on się wplątał? Chociaż.. to ćpun , taki sam jak ja . Kilka miesięcy temu wmawiałam sobie , że to tylko raz . Nic się nie stanie . Byłam naiwna . Teraz mój organizm tego potrzebuje , ciągle i ciągle . Czy ja też za kilka dni znajdę się na tym oddziale ? Czy będą mogli mnie odratować . Moja chęć do życia była nikła lub.. w ogóle jej nie było . Czy to możliwe ? Jak najbardziej . Chciałam znaleźć się gdzieś daleko stąd . Polecieć w górę , unieść się ponad wszystkich i nie myśleć o jutrze . Wyszłam ze szpitala . Rozejrzałam się dookoła . Świeciło słońce , gdzieś w parku siedziały i bawiły się dzieci .
Trochę młodsi ode mnie popalali trawkę . Jeszcze nie wiedzieli  w co się pakują . W to cholerne gówno , z którego nie ma wyjścia . No chyba , że jesteś mega silny i z pomocą rodziny i przyjaciół wyjdziesz z bagna . Z dnia na dzień zagrzebywałam się coraz głębiej . Szpony nałogu oplątywały mnie całą . Traciłam poczucie czasu , często nie wiedziałam gdzie jestem i co robię . To było takie silne.. Poszłam przed siebie . Przez ulicę pełną samochodów , o krok od śmieci . Nie zależało mi nażyciu . Mogłam być tutaj ,a za chwilę leżeć na ziemi . Nic by to nie zmieniło . Ćpunem i tak nikt się nie martwi . Wyciągnęłam z kieszeni ostatnią fajkę , odpaliłam i zaciągnęłam się mocno . Czułam jak dym rozprzestrzenia się po moim wnętrzu . Miałam samodestrukcyjną duszę . Cóż ... przecież będąc małą marzyłam być jak Amy . Teraz marzenie się spełniało . Oprócz alkoholizmu tego od zawsze się brzydziłam . Osunęłam się pod jakimś drzewem i zasnęłam . Śniły mi się konie biegające po wielkiej żółtej łące . Nagle zbudził mnie cholerny ból nogi . 
-Kurde - krzyknęłam ,gdy zobaczyłam , że moja noga przypaliła się petem .